wtorek, 22 lipca 2008

#8

No to ja Ci powiem, że mam całą masę niespełnionych marzeń. Pomijając na przykład to, że chciałbym być fryzjerem. Albo szefem kuchni, przygotowywać sosy i mdleć, gdy opadnie mi suflet. Tak, bardzo lubię gotować i to nie jest żart. Kiedyś też sam wycieniowałem sobie włosy, gdy przed przeszczepem dałem fryzjerowi ponieść się fantazji i z jednej strony głowy miałem mniej więcej taki schodek. Wyglądałem jak Piast i musiałem coś z tym zrobić. Przyznam nieskromnie, że udało mi się to.
Ale to nie są moje największe marzenia. Chciałbym też mieć ogromną czarną panterę. Chciałbym tworzyć z nią rodzaj psychofizycznej więzi, tak, że nasze mózgi pracowałyby w ten sam sposób, rozumiesz, co mam na myśli? W sensie, że nie musiałbym kiwnąć palcem, by zakomunikować jej: masz już sarenkę w miseczce. Czy coś innego zakomunikować, może rzeczywiście przykład z sarenką był nazbyt drastyczny. Nie ważne.
Ta czarna pantera budziłaby lęk i respekt we wszystkich, których mijałbym na ulicy, gdziekolwiek, gdyż nie rozstawalibyśmy się. Poza tym pasowałaby mi do stroju, bo widać chyba po mnie, że szczególnie lubię ubierać się na czarno. Nikt nie będzie chciał siadać koło mnie w autobusie. A ja sobie będę tak z nią chodził, ubrany w czarny, jesienny płaszcz, zaś moja parasolka to będzie taka przyczajona szpada.
Dziwne, nie?
Ale to marzenia, z marzeniami się nie dyskutuje.
Innym moim marzeniem jest mieć przepiękny głos, będący czymś między Amką Winniczanką, Brianem Molko a Freddie'm Mercurym. Wtedy wyjadę do naszych zachodnich przyjaciół i sąsiadów, założę zespół (widzę Mrusię na trąbce), sam będę grał na pianinie. Niestety, bardzo chciałbym wykonywać nowe wersje znanych przebojów. Dlatego myślę o tym, że marzenie to byłoby idealne, gdyby MIA, Madonna i Tori Amos nigdy nie istniały. Pierwszym przebojem byłby utwór o cudzoziemcu-imigrancie (Imigrantenlied), dzięki któremu zdobędę obywatelstwo. Gdyby nie to, że obiecałem Mrusi, że jej się oświadczę, ożeniłbym się z jakąś niemiecką fanką, a byłoby to chyba szybsze rozwiązanie, poza tym nie napisanoby o tym na mopsiku.
Innym przebojem byłyby przeróbki wyżej wspomnianych osób (a gdyby one nie istniały, to nie byłyby to nawet przeróbki) i utworu "please don't make me be missunderstood", kojarzysz? Mam nawet pomysł na teledysk (a właściwie to mam ich nawet więcej niż jeden). Wcielę się w postać graną w moim ulubionym filmie przez Umę Thurman i odegram słynną scenę walki z Oren-Ishii na miecze samurajskie, przetykaną innymi scenami. Teledysk będzie trwał jakieś dziesięć minut, ale myślę, że i tak będzie puszczany przez mtv. Chyba, że zabraknie tam miejsca na muzykę i będą same programy randkowe, które nawiasem mówiąc bardzo lubię i wcale się tego nie wstydzę. Szczególnie lubię "Date my mom", ale "Dismissed" uważam za nudnawy.
Jeden album poświęcę pamięci Amki Winniczanki, ale nie dlatego, że nie będzie już żyła, gdy się rozkręcę z zespołem i chórkiem w show-biznesie, choć to jest na swój sposób prawdopodobne, tylko dlatego, że na stówę nie będzie ona już tworzyć nowych piosenek. Ostatnio miała zaśpiewać piosenkę do nowego filmu o Jamesie Bondzie, ale nie dała rady, gdyż organizm ma zniszczony przez narkotyki. Wybrałem już nawet piosenki, które się w tym memoriale znajdą i które go będą promować. Zaplanowałem też wielki koncert w Berlinie. Kwestią, która pozostaje nierozwiązana do tej pory jest to, czy sama pojawi się na scenie (wątpliwe w każdym razie), czy trzeba będzie użyć efektów specjalnych. To będzie drogi koncert, ale mój zespół będzie bardzo popularny i będziemy mieli najlepszych managerów.
Nagram też parę piosenek po polsku, na przykład "Zazdrość" zespołu Hey, gdyż bardzo mi się spodobał ten utwór w wersji koncertowej bez prądu. Na tym się moje plany kończą. Do tej piosenki mam również zaplanowany teledysk, bardzo ładny, ale Ci nie opowiem, bo widzę, że się nudzisz.

6 komentarzy:

Maribe pisze...

no wiesz. ja cie kocham, nawet na trąbie zagram (to niby seksowne?)

Admek pisze...

może nie seksowne, ale tak jakoś sobie wymyśliłem. dostaniesz też tamburyn. :)

pedrito pisze...

trąburyn. :)

Anonimowy pisze...

nie nudzę się, Admku, nie nudzę.

też kiedyś marzyłam o pięknym głosie, z tym, ze były to dziecinne marzenia- chciałam takie "aaa" jak Mała Syrenka, znasz...?




czy polska z pradziadkiem Zygfrydem aus Oesterreich także wchodzi w grę? Bo nawet nie wiesz o moim istnieniu, aja marzę by uciec, do Heinburg an der Donau, zamknać Cię w złotej klatce i karmić owocami.

pasuje?

Admek pisze...

wolałem zawsze pocahontas :)

Admek pisze...

a do nogi przymocujesz złotą kulę z diamentami? :)