piątek, 18 kwietnia 2008

#3

Nie widziałem się dziś w tym pociągu, coś nie wyraźnie wyglądałem. Jak pies z piosenki fisza, który dostał gumowym kablem. No bo tak, słuchaj, bardzo się ostatnio źle czuję. Wystarczy na mnie spojrzeć.

Ale dziś już jedziemy razem, więc możemy gadać. Tak, to wyjątkowo ponura okolica. A kiedyś tak tętniąca życiem. Dziś tylko ruiny, nad którymi posępnie szybują kawki, pilnując dziedzictwa swojego lub swoich przodków, bo w końcu ptaki chyba żyją krócej.

Nie znasz historii Legionowa? Ojej, to straszna sprawa. Ale ci opowiem. Ja tam, wyobraź sobie proszę ja ciebie, mieszkałem. Jeszcze dwa lata temu, w wakacje, z moim bratem. Za każdym razem jak wychodziłem na balkon, przyglądałem się zabawie dwóch chłopców. Ich imiona zadawały się potwierdzać tezę, że oprócz wspomnianych kiedyś przeze mnie wścibskich, lecz sympatycznych sąsiadów, nie brakowało też na osiedlu idiotek, które zbyt wcześnie zaszły chyba w ciążę i nadawały swoim dzieciom idiotyczne imiona. I tak miejsce do wyjmowania z kontenerów na śmieci plastikowych siatek i napełniania ich wodą w celu, hm, no właściwie nie wiem w jakim celu, znaleźli Olivier i Brajan. Wiem, że mieli tak na imię, gdyż bardzo głośno się nawzajem nawoływali: "OLIVIER!" "BRAJAN!". Nie byli braćmi, więc idiotki były na osiedlu conajmniej dwie.

Pewnego dnia siatki napełniane woda znudziły się Olivierowi i Brajanowi, zaś nową rozrywkę znaleźli w znęcaniu się nad nieszczęsnym, znalezionym przy śmietniku rannym ptaku, to chyba była kawka. podrzucali go na dach śmietnika, co im się nie udawało, lecz ptaku dostarczać musiało koszmarnych cierpień. Łapali go, uniemożliwiając wszelkie poruszanie się i kazali pić wodę z kałuży. jednak szczytem okrucieństwa było coś innego. Biedny ptak uciekł pod jeden z kontenerów, co bynajmniej (Matko, jak sobie coś przypomniałem! Miałem w zeszłym semestrze zajęcia z fonetyki z panią doktor Ksiądz. Była to, a raczej jest, osoba bardzo ładna, a jej atrakcyjność podkreślał wyjątkowo stały aparat na zębach. Może przez to odrobinę sepleniła, ale to normalne, z podziwem słuchałem jej pięknej niemszczyzny. Poza tym miała wielkie serce, choć była wymagająca. Wyobraź sobie, że miałem u niej czwórkę. Była jednym z autorytetów, aż do pewnego momentu. Gdy powiedziała "Nie no, ja mam nadzieję, że pan BYNAJMNIEJ zaliczy to kolokwium". Dlatego sobie przypomniałem o tym. Może miała na myśli, że nie zaliczę i było to złośliwe stwierdzenie, ale mnie to wcale nie przekonuje. Generalnie uważam, że jak ktoś jest filologiem obcym, powinien poprawnie chociaż mówić po polsku. Taki sam problem mam, gdy powiem jakieś trudniejsze słowo wśród zboczonych germanistek. Wystarczy, że powiem słowo: ambiwalentny, by wybuchały śmiechem lub patrzyły na mnie jak na kosmitę. I co z tego, że wykuły w życiu na pamięć dwanaście tysięcy zdań po polsku, podczas gdy zapomniały dawno poprawnej polszczyzny. I wiesz, też czasem używam języka, którego wiele osób nie rozumie, często zapożyczonego od mojego brata i mówię bardzo chaotycznie, lecz gdy trzeba, potrafię też po polsku). No, ale to taka dygresja, podczas gdy mówiłem, że schronienie pod kontenerem bynajmniej, tak, bynajmniej, nie ostudziło zapały Oliviera i Brajana.
Chłopcy wzięli wtedy najgrubszy i najdłuższy konar, który opadł z drzewa podczas poprzedniej burzy i nie pozostał sprzątnięty. Podjęli próby wypchnięcia nim nieszczęśliwej kawki spod kontenera. Ptak przeżył, ale jego stan dramatycznie się pogorszył. Udało mu się uciec, o całej sprawie poinformował cała swoją hordę. Tego było za wiele, król kawek podpisał sojusz z gołębiami i uzyskał silne wsparcie wróbli. Zaczęło się jak u Hiczkoka. Ptaki wplątywały pazury we włosy, zdarły ubrania z Oliviera i Brajana, dotkliwie ich podziobały, tak, że Brajan doznał uszkodzeń wzroku. Do obrony rzuciły się ich głupawe matki. Tak rozpętała się wojna ptactwo kontra mieszkańcy Legionowa.
Właściwie przy tak agresywnym ataku ludzie nie mieli szans. Prezydent podpisał kapitulację w obecności króla kawek, choć mowa jest o tym, że był nie ugięty, a do podpisania kapitulacji skłonił go dopiero generał gwardii wróbli, przykładając mu ostry dzióbek do krtani.

I tak to teraz wygląda, jedyną możliwością oglądania pozostałości po Legionowie jest przejechanie pociągiem. To taki gest skierowany przez ptaki w stronę dzielnych mieszkańców. Wbrew pozorom ofiar było niewiele, mieszkańcy zostali błyskawicznie ewakuowani. Najciężej ranni zostali Olivier i Brajan. Mowa była też o zaginionej dziewczynie, ale złośliwi mówią, że pojechała do Gdyni, do swojego chłopaka. Rodzice nie akceptują związku, więc sie nie odzywa.
Może.